Balkonowy armageddon

 Nie wiem czy się załamywać czy cieszyć. Wszystko (no prawie) rośnie na balkonie jak szalone. 

Zaczynałam pisać z myślą: Udokumentuje swoją przygodę z ogrodnictwem balkonowym! 

Wspaniała myśl, dała mi mnóstwo frajdy i przyjemności. Nie przemyślałam tylko jednej rzeczy. Wysiałam OGROM nasion. Ledwie zaczynam o czymś pisać a następnego dnia pojawia się kolejna ciekawostka. Nic tylko stać na balkonie z aparatem i robić zdjęcia, ale skąd wziąć kolejną dobę w gratisie? 

Jeszcze nie wiem.  Na razie mogę podzielić się zdjęciem groszka który przepadł w wirze przesadzania, dosiewania i sprzątania.


Uprawa groszku na balkonie kiedyś była dla mnie dużym wyzwaniem. Nadal zastanawiam się czy coś z tego gagatka jeszcze będzie czy uschnie. 

Jeżeli mnie pamięć nie myli groszek próbowałam wysiewać dwa razy i za każdym razem wyrastał dosyć chętnie by potem paść. Nie wiem, może wysyłałam mu negatywne wibracje przyglądając się na zbyt ostentacyjnie. Może też wysiewałam go zbyt wcześnie i po prostu przymarzł? 

Tego roku rośnie jak szalony, aż skończyła mu się bambusowa drabinka. Myślę, że to za sprawą szklarni tak mu na moim balkonie dobrze.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rzodkiewkowy numer i kwiaty za elektrośmieci

Majowe porządki - Wielki upadek regału wstydu